Pokaż menuZamknij menumenu

ARTIST TALK: KAROLINA JAKLEWICZ, MARZENA SADOCHA

Michał Bieniek rozmawia z artystkami m.in. o sztuce zaangażowanej społecznie i wyjątkowych okolicznościach przerwania wystawy w galerii Mieszkanie Gepperta.

Projekt „Stan wyjątkowy” to artystyczna reakcja na sytuację na polsko-białoruskiej granicy. Artystki, Karolina Jaklewicz i Marzena Sadocha po raz pierwszy współpracowały przy wystawie „Polska Gościnność” w 2019 roku. Wystawa odnosiła się do mitu polskiej gościnności i była refleksją nad kryzysem uchodźczym z 2016 roku, a także nad wzrastającą w Polsce homofobią i nietolerancją. Po kilku latach problem stał się jeszcze bardziej dotkliwy. Łamanie praw człowieka, a także przyczynianie się do śmierci uchodźców nie daje spokoju wielu ludziom, w tym artystkom i artystom działającym niczym sejsmografy i wyłapującym wszelkie drgania na społecznej powierzchni świata.

fot. Małgorzata Kujda

W związku z trwającą wojną w Ukrainie, po konsultacji z artystkami Karoliną Jaklewicz i Marzeną Sadochą, zdecydowaliśmy o zakończeniu wystawy STAN WYJĄTKOWY i zamknięciu galerii od 27 lutego do odwołania. Galerię Mieszkanie Gepperta przekształciliśmy w tymczasowe lokum dla Uchodźców i Uchodźczyń z Ukrainy.

Michał Bieniek: Wasz projekt „Stan wyjątkowy” rzeczywiście znalazł się w wyjątkowej sytuacji. W związku z wywołaną przez Rosję wojną w Ukrainie zgodziłyście się na przerwanie wystawy. Dzięki temu galeria Mieszkanie Gepperta mogła zostać przekształcona w tymczasowe schronienie dla osób uciekających przed konfliktem do Polski i UE. To dość nietypowy przykład społecznego zaangażowania artystów. W jakimś sensie nowa rzeczywistość zweryfikowała pewną deklaratywność i życzeniowość charakteryzującą wiele spośród projektów roszczących sobie prawo do miana „sztuki zaangażowanej społecznie” albo „sztuki dla zmiany społecznej” – otworzyła dla nich nowe pole. Jak z Waszej perspektywy ma się to do tezy o pewnej niemocy, czy też poczuciu bezradności albo braku sprawczości, które towarzyszą artyście wobec ludzkiej krzywdy, niesprawiedliwości, wreszcie tragedii, wojny?

Karolina Jaklewicz: Wojna nas zaskoczyła, ale wojna zawsze przychodzi nie w porę. Wystawa dotyczyła refleksji nad kryzysem uchodźczym na granicy polsko-białoruskiej. Namalowałam symboliczne ciała i szczątki ciał leżące w śniegu, a potem, w trakcie trwania wystawy, ci symboliczni uchodźcy stali się prawdziwi. Miejsce obrazów leżących na podłodze zajęły łóżka, anonimowe kształty, z dnia na dzień stały się osobami z imieniem i nazwiskiem. Pracując nad wystawą, nie myślałam o sprawczości – przecież teraz, po ponad miesiącu tragedii, nic nie wydaje się mieć siły sprawczej: ani dobre chęci, ani transporty broni, ani rozmowy, ani polityka. Sztuka tym jednak różni się od innych działań, że tak naprawdę nie dotyczy konkretu, ale pewnych uniwersalnych zjawisk, i jako taka nie jest publicystycznym apelem, tylko niezależną formą rozpiętą między tym, co realne, a tym, co symboliczne i wyobrażone. Sztuka nie ma daty ważności i w tym upatruję jej sprawczości – bo przezwycięża czas.

Marzena Sadocha: Sztuka ustępuje miejsca wojnie. Tak jak w teatrze w Mariupolu ludzie spali w dekoracjach teatralnych i pod nimi zginęli. A właściwie wojna po prostu spada na kolejne miejsca i zmienia je na bardzo podobne rozwalone klocki. Bomby nie mają respektu dla dzieł sztuki, tną tak samo obraz i ciało. Ale zostaje artysta, który może pomóc. Osierocony, bezrobotny. Od wybuchu wojny z podejrzliwością patrzę na manifesty artystyczne. Teatr jest teraz bardziej nam potrzebny jako schron dla przestraszonych emocji. Oczywiście to bardzo ważna potrzebna: nie zwariować. Ale to nie jest pomoc dla najbardziej przestraszonych. Poświęciłam sporo czasu tej pracy i mogłabym ją oddać za jedną sztukę bielizny. Ciągle o nią prosi punkt pomocowy na Dworcu Głównym. Więcej poczucia sprawczości miałam, zanosząc tam skarpetki. Majtki za obrazy, spektakle ze zgrzewkę wody, wiersze za poduszkę. Może powinniśmy otworzyć taki supermarket? Dodałabym do tego jeszcze msze za podpaski higieniczne. Oczywiście można powiedzieć, że sztuka pracuje w innej przestrzeni, nigdy nie miała nakarmić w sensie fizycznym, ale potrzeba w sferze mentalnej jakoś słabiej wypada, kiedy kurczy się żołądek. Zasady są już ustalone i nie zależą od nas. Od braku wody się umiera, od braku sztuki żyje się dalej, tylko trochę w innym kierunku. Wyprowadzenie z galerii prac o ludziach na granicy, a wniesienie tam łóżek dla ludzi z granicy jest tym samym gestem szukania rozwiązania. Bardzo za to dziękuję.

MB: Działając kuratorsko od dwudziestu już lat w polu sztuki w przestrzeni publicznej, miałem do czynienia z wieloma strategiami i bardzo różnorodnymi efektami interwencji artystycznych w tkance miejskiej. Bywało, że efekt społeczny tych interwencji był żaden, mimo że w wymiarze artystycznym działanie było ciekawe, dobre czy też jakoś prowokujące. Z drugiej strony zdarzały się interwencje artystów, które – finalnie opuszczając pole sztuki – oferowały bardzo wymierne korzyści lokalnym społecznościom: integrację, wymianę myśli, edukację, wreszcie know-how skutkujący np. realnymi środkami finansowymi na remont kamienicy czy podwórka. Interesuje mnie tutaj Wasz pogląd, malarki i pisarki, na to zagadnienie: czy sztuka prawdziwie zaangażowana musi w konsekwencji przestać być sztuką i zamienić się w realne działanie, aktywizm?

MS: Nie, sztuka zaangażowana społecznie nie musi się zamienić w aktywizm. Jak to sztuka, nic nie musi. Ale może też mieć swoje wojenne zadania, których nikt inny nie załatwi. Na przykład: nie zapomnieć. Sama jest faktycznie skazana na bezradność, ale z odbiorcami jest potencjalną energią. Czy ta energia musi mieć jasny cel realnych zmian? Nie. Może być refleksją, wkurwem, empatią. Wiesz, każdym rodzajem pobudzenia, które zmienia widza, ale to on podejmuje decyzję, co z tym zrobi. Mam organiczny odruch buntu w reakcji na pouczanie i polecenia. Nie jest skuteczną strategią założenie, że odbiorca jest głupszy od nas.

KJ: Może tego podziału należy upatrywać w intencji – jeśli chcemy zmienić coś tu i teraz, stajemy się aktywistkami, jeśli skłonić do refleksji, do bardziej ogólnego namysłu nad światem, pozostajemy autorkami melancholijnych prób uchwycenia tego, co umyka, co ukrywa się pod powierzchnią chwili. Na czym polega skuteczność aktywizmu, wiemy. Na czym polega skuteczność sztuki? Sam akt tworzenia jest zaprzeczeniem niemocy, bo z niczego szczególnego – z banalnych ruchów pędzla, z fabrycznie wytwarzanej farby – powstaje coś szczególnego, niepowtarzalnego. Coś, czego skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Moje obrazy nie zmienią obecnej sytuacji, ale będą jej świadectwem. W nich uchwyciłam aurę, która wypełnia mnie, gdy nad ranem budzi mnie powidok drutu kolczastego. Może komuś zrobi się chłodno w środku, gdy obejrzy obrazy „Nie wszystko zasypie śnieg” i z tego chłodu coś wyniknie? Sztuka powstaje z „może”, nie z „na pewno”.

MB: W tekstach towarzyszących wystawie „Stan wyjątkowy” Karolina odwołuje się do słynnego „J’accuse” Emila Zoli, chcąc wpisać się tym samym w tradycję świadomego uczestniczenia artystów i intelektualistów w życiu publicznym (parafrazując Sartre’a, pisze: „Skoro zaczęłam malować, moją rolą nie jest milczenie”). U Marzeny natomiast wiele jest o omawianych wyżej poczuciu bezradności i ogólnej bezsilności artysty w czasie kryzysu. Paradoksalnie to w bezsilności ukryta jest jego/jej siła („Artysta nie może być niemy podczas politycznych rozgrywek. Jeśli gra się ludźmi, może szukać w sobie tego, co ludzkie. Nawet jeśli to będzie bezsilność”). W obu postawach widzę wiele wiary w możliwość opisania świata językiem sztuki i prowokowania tym samym odbiorców do myślenia i reagowania. To bardzo pozytywistyczna perspektywa. Ale i w niej wyczuwa się bezsilność, bo zanurzona jest przecież w społeczeństwie globalnego spektaklu, w którym nawet wojnę, gwałt i morderstwo próbuje się zamienić w rzekomą inscenizację, a rozterki natury moralnej często niewiele się liczą wobec zysku i dobrobytu. Opisałbym więc Wasze postawy jako paradoksalne, bo rozpostarte pomiędzy zaangażowaniem i chęcią prowokowania zmiany a poczuciem bezradności i zanurzeniem w niej. A jak Wy je postrzegacie?

MS: Nie, nie zanurzam się w bezradności, przestałabym pisać, daję jej miejsce. Nie można opisać świata, można opisywać go ciągle fragmentami. Słabość też jest opisem, da się w niej zobaczyć rozmiar tego, co ją wywołuje, i pozycję w hierarchii wartości tego, na co tak uparcie i bezradnie ciągle patrzymy.

KJ: Mam poczucie, że sztuka zawsze jest zaangażowana w materię świata i to nie temat jest najistotniejszy, ale umiejętność znalezienia formy. Forma artystyczna jest przestrzenią, której nie może zająć nic poza sztuką. W tym sensie każda forma jest zaprzeczeniem bezradności, bo jej zadaniem nie jest sprawczość rozumiana jako naprawa świata, tylko zdeterminowana w nim obecność. Paradoksalność naszych postaw widzę jako odbicie paradoksalności świata. Sztuka staje się nakładką równoległą do rzeczywistości, choć z niej powstaje i w nią się obraca.

www.wroclaw.pl
Wystawa Karolina Jaklewicz | Marzena Sadocha, „Stan wyjątkowy” realizowana w ramach zadania “Otwarta Pracownia Gepperta 2022” jest współfinansowana ze środków Gminy Wrocław

Ten serwis korzysta z cookies Polityka prywatności